Styczniowy list z domowego zakątka ❤️
połowa stycznia to czas, który rzadko ma swoje miejsce. Już nie święta, a jeszcze nie taka codzienność, która zdążyła się poukładać. Trochę pomiędzy. Cichy moment zawieszenia. I właśnie w takim czasie najlepiej pisze się listy - nie po to, żeby coś podsumować albo z czegoś się rozliczyć, ale żeby po prostu zapytać: jak się masz?
Piszę do Ciebie właśnie teraz, w tej połowie stycznia, kiedy wiele z nas ma już za sobą pierwsze postanowienia, plany albo zwyczajne zmęczenie nimi. Kiedy świat znowu zaczyna przyspieszać, a serce nie zawsze ma na to siłę. Ten list nie jest po to, żeby Cię do czegokolwiek namawiać ani poprawiać. Raczej po to, żeby na chwilę usiąść obok Ciebie. Bez pośpiechu. W ciszy.
Za oknem świat przykryty jest teraz śnieżną, puchową kołderką. Jest biało i pięknie. Śnieg wygładza to, co było przykre, ucisza dźwięki, spowalnia kroki. Domy wydają się bliższe, drzewa stoją spokojniej, a wszystko wokół jakby mówiło: nie trzeba dziś więcej. W takie dni łatwiej zapalić lampę wcześniej niż zwykle, narzucić na ramiona sweter, postawić czajnik i pozwolić myślom trochę odpocząć. Ta cisza otula.
Styczeń sprzyja byciu w domu. Zwłaszcza, gdy choroba zapuka do drzwi. Dni są krótkie, częściej zaglądamy do kuchni, szukamy ciepła. To właśnie ten czas, który - jak pięknie nazwała na swoim blogu Susan Branch - jest czasem gniazdowania. Cofnięcia się do środka, do prostych rytuałów i bezpiecznych gestów. Do garnka z zupą na kuchence, do koca, do spokojnych zajęć dla rąk. Bez planów. Bez udowadniania czegokolwiek.
W takie dni często wracam do jednego zdania z Listu do Filipian: „Nie troszczcie się o nic, ale w każdej sprawie zanoście modlitwy do Boga.”
Te słowa brzmią jak czułe przypomnienie, że nie muszę wszystkiego dźwigać sama. Że mogę oddać Bogu także te drobne sprawy, które męczą po cichu i nie dają spokoju, nawet jeśli nie umiem ich jeszcze dobrze nazwać.
Bo styczeń bywa trudny. Troski nie zawsze są wielkie i głośne. Często są zwyczajne, codzienne, uparte. Wracają wieczorem, krążą w głowie, odbierają lekkość. Dlatego tak bardzo wierzę w małe, domowe rzeczy, które pomagają sercu zwolnić. W gorącą zupę. W zapach w kuchni. W robótki ręczne - szycie, druty, haft, krojenie warzyw, ugniatanie ciasta - cokolwiek, co zajmie ręce i pozwoli myślom na chwilę się uspokoić.
Może to też dobry moment, żeby zacząć bardzo prosty album na ten rok. Bez planu i bez ambicji. Kilka kartek, jedno zdjęcie z miesiąca, jakiś drobiazg, jedno zdanie zapisane ołówkiem. Nie po to, żeby było idealnie, ale żeby było Twoje. Żeby mieć coś, do czego można wrócić w gorszy dzień.
Wracając ostatnio do wcześniejszych wpisów na blogu, przypomniał mi się czas, kiedy pisałam do Was odręczne listy. Takie prawdziwe, na papierze, wkładane do koperty. Do tych z Was, które bardzo chciały taki list ode mnie otrzymać. To był piękny czas i do dziś noszę go w sercu jak ciepłe wspomnienie. Dziś wiem jednak, że choć bardzo bym chciała, nie mam już na to tyle siły i przestrzeni, ile wtedy. Ale mogę pisać tutaj. Właśnie w takich kilku prostych zdaniach, zostawionych dla Ciebie.
Chcę Ci też bardzo podziękować. Za to, że jesteś. Że zaglądasz do Domowego Zakątka. Że chcesz wiedzieć, co u mnie, jak żyję, co noszę w sercu. To dla mnie naprawdę dużo znaczy. Ten blog jest dziś takim miejscem spotkania - może nie przy stole i nie przy kopercie, ale wciąż bardzo blisko.
W ostatnim czasie często wracam do słów świętego Pawła: „Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie, w każdym położeniu dziękujcie.” Wracam do nich nie dlatego, że zawsze potrafię tak żyć. Raczej wtedy, gdy nie potrafię. Bo są dni, kiedy przychodzi zmęczenie, choroba albo zmartwienie i wszystko staje się trudniejsze. Trudniej się cieszyć, trudniej dziękować, trudniej nawet przyjmować dobro.
Z czasem uczę się, że dziękowanie nie musi wyglądać pięknie. Czasem zaczyna się od bardzo małych rzeczy - od ciepłej herbaty, od zapalonego światła, od chwili ciszy, w której pozwalam sobie po prostu być. To są moje małe „dziękuję”. Niewielkie, ciche, ale prawdziwe. I widzę, że właśnie od takich drobiazgów powoli wraca spokój.
Życzę Ci, żeby ten styczeń był dla Ciebie łagodny. Żeby nic Cię nie poganiało. Żebyś mogła być dokładnie tam, gdzie jesteś. A kiedy zrobi się ciężko - wróć do tych kilku zdań. Usiądź na chwilę. Zrób herbatę. Oddychaj. Przypomnij sobie, że nie musisz troszczyć się o wszystko sama.
Jesteś tu mile widziana.
Jesteś częścią Domowego Zakątka.
Z czułością 🤍





























Moc uścisków Tobie przesyłam❤️ piękny napisany post, piękne zdjęcia ❤️
OdpowiedzUsuń