niedziela, 5 kwietnia 2020

Marcowe kadry


Miesiąc marzec rozpoczęliśmy wyjazdem na Spotkania Małżeńskie.
Tematem spotkania  i dialogu były temperamenty w małżeństwie.
Bardzo się cieszę, że mimo złego samopoczucia udało nam się pojechać i dobrze przeżyć tą niedzielę.


Pierwsze dni marca nie należały do łatwych, gdyż nadal dokuczały mi dolegliwości ciążowe.
W czwartek udało mi się ogarnąć zakupy na Dzień Kobiet.
Prezenty dla dziewczynek kupiłam już wcześniej razem z chłopcami, ale trzeba było jeszcze zająć się kwiatami, zarówno dla klasy Dominika, jak i Nikodema.
Jest to dzień, w którym moja kuchnia jest usłana kwiatami i bardzo cieszy ten widok.



W piątek chłopcy wraz z kolegami z klasy wręczyli kwiaty i prezenty nauczycielkom oraz koleżankom z klasy.
Dziewczynki z Dominika klasy dostały maskotki - białe misie, a u Nikodema brokatowe piórniki i długopisy z kryształowym sercem. Wychowawczyni zadzwoniła do mnie podziękować za wszystko o powiedziała, że dziewczynki aż piszczały z radości i powiedziały, że to najlepsze prezenty jakie kiedykolwiek dostały na Dzień Kobiet.

Niko w drodze powrotnej ze szkoły kupił mi dużą czekoladę Oreo i w kwiaciarni przystrojonego tulipana.
Jak zwykle doprowadził mnie swoim gestem i życzeniami do łez.



28 lutego Nikodem obchodził swoje 11 urodziny. Uczciliśmy to ogromną pizzą, a następnego dnia wybraliśmy się do kina na film "Doktor Dolittle."
Ze względu na moje złe samopoczucie, zrobiliśmy mu tydzień później mini przyjęcie urodzinowe, na które zaprosił trzech przyjaciół. Był też kuzyn i kolega z przedszkola. Więcej osób mieliśmy zaprosić w kolejny weekend, ale ze względu na pandemię musieliśmy zmienić plany.







Wiosenne kwiaty dodają energii i zdecydowanie wprawiają w lepszy nastrój.




                    


10 marca byliśmy na badaniach prenatalnych w Bytomiu. Cudownie było przeżyć razem tę wizytę.
Wizyta w lekarza to okazja, żeby mimo złego samopoczucia jakoś wyglądać, więc była też okazja do zdjęcia, których z tej ciąży póki co mam zaledwie kilka.



Tydzień później Świat się zatrzymał. Mimo, że informacje o koronawirusie śledziliśmy od jakiegoś czasu, nie docierało do nas, że kwarantanna będzie nas dotyczyć.
W środę dzieci przyszły z informacją, że od poniedziałku zamykają szkoły, ale lekcji nie ma już od jutra. Nie mogłam w to uwierzyć.
Oczywiście chłopców już w czwartek nie puściłam do szkoły, gdyż byłam w na tyle komfortowej sytuacji, że i tak byłam w domu. Wykorzystaliśmy ten dzień na zrobienie zapasów zakupowych, po tym jak zadzwoniła do mnie siostra i namawiali inni.

Od poniedziałku dołączył do nas mój mąż, który również przeszedł na system pracy zdalnej.


Od połowy marca zaczęłam się już lepiej czuć. Lepiej nie znaczy dobrze, ale miałam nadzieję, że najgorsze minęło.
Zaczęłam znów cieszyć się drobnymi sprawami i częściej przebywać w kuchni, nie tylko po to, aby szybko zapchać głód i zrobić błyskawiczny obiad, ale również przygotowując rarytasy dla najbliższych.




Moje zostań w domu trwało już od końca stycznia, ale dopiero teraz zaczął mnie ten czas cieszyć. Nie dość, że czułam się lepiej, to jeszcze miałam przy sobie najbliższych.










Niko co rano dbał o to, abyśmy zjedli dobre śniadanie. Przeglądał więc książki kucharskie w poszukiwaniu inspiracji. Tu na zdjęciu zajada omlet biszkoptowy, który smakował przepysznie.


Nie raz przekonałam się już, że z resztek mogą powstać cuda.
Z rosołu miałam kawałek wołowiny i innego mięsa, które mieliłam w maszynce.
Miały być z tego pirogi, ale wpadłam na szybszy pomysł i zrobiliśmy pierożki pieczone, z ciasta kruchego.
Chłopcy posmarowali je białkiem i posypali czarnuszką.
Wyszły przepyszne. Zjedliśmy je z zupą soczewicową, którą zrobiłam po raz pierwszy, a opakowanie soczewicy od roku czekało w szafce. Zupa wyszła nawet dobra, choć to trochę nie moje smaki. Muszę poszukać lepszego przepisu.



Niko zaś, co drugi dzień serwował nam ciasteczka musli. Zużywaliśmy wrześniowe zapasy płatków. Miałam piec chłopcom do szkoły, ale chyba tylko 2 razy upiekłam je jesienią i tak czekały w szufladzie, aż nadejdą takie dni jak te w marcu.


Marcowa pogoda nas rozpieszczała i byliśmy zarówno za nią, jak i za nasze podwórko bardzo wdzięczni.
W czasie, gdy tatuś pracował, my spędzaliśmy czas na huśtawce czytając zadane tematy lekcji.


A tu kolejne nasze śniadanie. Tym razem słodkie placuszki.


A tu smażą się placki cukiniowe z nowymi ziemniaczkami.
Wyszły tak pyszne, że trzy dni później znów je robiłam, co by się cukinia nie zmarnowała.


Ciasto królewskie to kolejny rarytas.


Kiedy tylko moje samopoczucie się poprawiło zabrałam się za domowe porządki.
Zaczęłam od kuchni.


Przy okazji porządków kuchennych odświeżyliśmy krajalnicę do jabłek.



Przerwa na herbatkę.


Niedzielne ciasto ekspresowe. Biszkopt z jabłkami.



Chłopcy on line mają głównie angielski. Niko ma też swoje zajęcia dodatkowe.
Fajnie mieć ich w domu, choć chwilami nie ogarniamy tych wszystkich nadsyłanych lekcji.


Soki owocowe uwielbiamy wszyscy. Mąż kupił wyciskarkę  i możemy się delektować częściej pysznymi soczkami. Mamy sokowirówkę, ale jest ogromna i dużo zmywania wymaga, a tu szybka obsługa i szybkie mycie.


Pamiątkowe zdjęcie naszej pracy zdalnej. Żeby się pomieścić z tymi wszystkimi sprzętami rozłożyliśmy stół w kuchni. Do tej pory robiliśmy to właściwie tylko na śniadanie wielkanocne i jak więcej osób miało u nas gościć na noc. Mąż pracuje w pokoju obok.


Budyń czekoladowy i przerwa na huśtawce.



Niko miał na kółko z polskiego zrobić mema. Stąd zdjęcie w masce.


Prawie każdego dnia mamy takie słoneczne kadry domowe.


Tutaj ciszymy się z paczki drożdży w lodówce i robimy pizzę.
Wyszła przepyszna.






Kolejny pyszny obiadek. Tym razem sobotni na szybko, w przerwie podczas porządków podwórkowych.


Na koniec marca taka niespodzianka przyszła. Cudne plakaty z Poster Store, które ozdobią między innymi naszą klatkę schodową. Będzie o nich po niedzieli osobny wpis.


Mamy nadzieję, że ten trudny dla Świata czas szybko się skończy. Przykro nam i serce się kraja, gdy wysłuchujemy informacji, o kolejnych ofiarach pandemii. Codziennie modlimy się wspólnie i razem w naszym domowym kościele przeżywamy Eucharystię.
Odczuwamy ogromną tęsknotę za Mszą przeżywaną w Kościele, za spotkaniami z rodziną, przyjaciółmi. Wierzymy i ufamy, że to się wkrótce skończy i znów będziemy cieszyć się z bliskości innych. Tymczasem jesteśmy wdzięczni za nasze zdrowie i za bliskość, która jest jeszcze większa między nami w naszym domowym zakątku.
Kochani, a jak Wy radzicie sobie w tym trudnym czasie?
Pozdrawiam Was ciepło i życzę dużo zdrowia, sił i cierpliwości!