Dominik urodził się właśnie w pierwszy dzień jesieni.
W tym roku myśl o wrześniu mnie przerażała, a początek miesiąca zaczął mnie mocno
przytłaczać.
Próbowałam umilać sobie te ostatnie podrygi lata, pieczeniem ciasta, kwiatami w domu, zakupem ciepłego sweterka czy szyciem jesiennego patchworka. Dopiero wczoraj kiedy słońce pięknie ogrzewało świat, a my z Niko po powrocie do domu pobujaliśmy się na huśtawce poczułam taki oddech i spokój wewnętrzny. Trochę też takie pogodzenie, że lato musi się kiedyś skończyć i ta jesień będzie wspaniała.
Mimo, że zajęć w domu nie brakuje, to udał się wybrać na krótką wyprawę rowerową tam gdzie czuję się najlepiej czyli w pola.
Lubię tą przestrzeń i tą porę kiedy słońce chyli się ku zachodowi.
Te zdjęcia na pewno będą mi przypominać o tym, że postanowiłam zadbać o to, aby tegoroczna jesień była piękna i magiczna.
Tego również życzę i Wam i serdecznie Was pozdrawiam!































